Przegląd prasy: Trzy punkty nie dla Wisły

Niedzielne spotkanie 3. kolejki pomiędzy krakowską Wisłą a Rakowem Częstochowa długo układało się po myśli piłkarzy Białej Gwiazdy, którzy jako pierwsi objęli prowadzenie i niemal całą drugą połowę grali z przewagą jednego gracza. Drużyna spod Jasnej Góry odrobiła jednak straty z nawiązką i wywiozła spod Wawelu komplet punktów. Jak tę potyczkę ocenili przedstawiciele mediów?


  • 09.08.2021r.
  • Redakcja

Gazeta Krakowska

Początek należał do gości. To oni częściej przebywali na połowie Wisły, to oni częściej atakowali. To oni mieli również przewagę w drugiej linii. I to oni oddali już na początku spotkania kilka strzałów na bramkę Mikołaja Biegańskiego. Były to jednak uderzenia bardziej na rozgrzanie młodego golkipera. Zagrożenia po nich wielkiego nie było.Wisła miała natomiast bardzo duży problem, żeby w tych pierwszych fragmentach spotkania zbliżyć się pod bramkę Rakowa.

(…) W końcu jednak krakowianie zagrozili bramce Rakowa i było naprawdę blisko do tego, żeby objęli prowadzenie. W 13 min mocno z woleja strzelał Jan Kliment. Piłka odbiła się od słupka, przeleciała wzdłuż linii i dopadł do niej Nikola Kuveljić. Z ostrego kąta dobijał jednak również w słupek. (…) W 21 min stuprocentową okazję na gola miał Raków, gdy w sytuacji sam na sam z Mikołajem Biegańskim znalazł się Żarko Udovicić. Bramkarz Wisły świetnie jednak zachował się w tej sytuacji i po prostu złapał piłkę.

Jak wykorzystywać sytuacje sam na sam pokazał natomiast Yaw Yeboah trzy minuty później. To w ogóle był wzorowy kontratak „Białej Gwiazdy”. Piłka szła bowiem jak po sznurku od obrony do ataku. W końcowej fazie akcji Yeboaha uruchomił prostopadłym podaniem Jan Kliment. Ghańczyk wpadł w pole karne i choć mógł jeszcze podawać do dobrze wychodzącego na pozycję Mateusza Młyńskiego, zdecydował się na strzał. I był to dobry wybór, bo piłka ostatecznie wylądowała w siatce, a Wisła objęła prowadzenie, choć do tego momentu niewiele na to wskazywało.

W kolejnych minutach gospodarze przede wszystkim uspokoili grę, zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce. Tylko, że momentami było aż za spokojnie, a liczbą niewymuszonych strat wiślaków można by obdzielić kilka spotkań. To było jak proszenie się o problemy, a krakowianie mieli w tym wszystkim o tyle szczęście, że Raków nie potrafił tej ich niefrasobliwości wykorzystać. Gospodarze ze dwa razy odpowiedzieli też kontrami, które w zarodku wyglądały na bardzo obiecujące. W pierwszym przypadku zakończyło się jednak wszystko na zablokowanym strzale Jana Klimenta. W drugim Yaw Yeboah niedokładnie rozegrał akcję.

O ile w pierwszej połowie to wiślacy sami pakowali się w problemy swoimi stratami, o tyle na początku drugiej części bezmyślnie zachował się Ioannis Papanikolaou, który bez piłki kopnął Michala Skvarkę. Prowadzący mecz Krzysztof Jakubik co prawda najpierw ukarał zawodnika Rakowa żółtą kartką, ale po analizie VAR odesłał z „czerwienią” pod prysznic. W 54 min Wisła mogła, a nawet powinna prowadzić 2:0, ale po strzale Jana Klimenta świetnie w bramce Rakowa pokazał się Kacper Trelowski, który odbił piłkę na rzut rożny. Wisła grała z jednym zawodnikiem więcej, zaczęła nawet mieć wreszcie optyczną przewagę, ale jak niefrasobliwie rozgrywała piłkę w pierwszej połowie, tak robiła to po przerwie. W 61 min została za to już skarcona bardzo mocno. Kolejne długie „klepanie”, wybicie, strata i Raków uderzył już tak, że zrobiło się 1:1. Konkretnie Marcin Cebula, który strzelił z dystansu pod poprzeczkę.

(…) Krakowianie nie wyciągali wniosków, co pokazała z kolei akcja z 67 min, gdy strzelał z dystansu Ivi Lopez. Pomylił się nieznacznie. Ponieważ jednak gospodarze wciąż popełniali błędy przy wyprowadzaniu piłki, robiło się pod ich bramką coraz groźniej. W końcu Raków wywalczył rzut wolny z boku pola karnego. Dośrodkował z niego Ivi, a Vladislavs Gutkovskis uprzedził wszystkich, pakując piłkę z bliska do siatki. A później Raków grał już spokojnie, Wisła niby chciała, ale nie miała już pomysłu jak dobrać się do dobrze zorganizowanej obrony Rakowa i ostatecznie krakowianie musieli pogodzić się z porażką”.

Interia

„Nie minął jeszcze kwadrans, Wisła ani razu nie zdążyła uderzyć na bramkę Rakowa, a goście mieli już trzy okazje do zdobycia gola. Może nie były to wyśmienite sytuacje, ale złe zagranie Mikołaja Biegańskiego, mocne uderzenie Żarko Udovicicia i strzał w środek bramki Mateusza Wdowiaka były jasnym sygnałem, że Raków przy Reymonta planował coś więcej niż tylko bronienie bramki.

W tym czasie Wisła miała kłopoty ze skonstruowaniem ataku, ale jak już zaatakowała, to z przytupem. Jan Kliment uderzył zza pola karnego, czubkami palców piłkę na słupek zbił Kacper Trelowski, a pędzący z dobitką Nikola Kuveljić z bliska obił drugi słupek. Za moment Biegański udowodnił, że słabą grę nogą rekompensuje świetnym zachowaniem w sytuacjach sam na sam. Tym razem ekspresowym wyjściem zatrzymał Udovicicia i pokazał, że jeśli chodzi o pojedynki jeden na jeden, to Biegański może stać się jednym z najlepszych fachowców w Polsce.

Szans w sytuacji sam na sam nie miał za to Trelowski, który wpuścił bramkę po dwóch bardzo mądrych zagraniach wiślaków. Najpierw Kliment wyczekał i podał piłkę w drugie tempo, dzięki czemu w dobrej sytuacji znalazł się Yaw Yeboah. Pomocnik Wisły miał trzy rozwiązania: podawać, uderzać na siłę lub poszukać technicznego strzału. Zdecydował się na trzecie, być może najtrudniejsze, ale wykonał je perfekcyjnie i lekko kopnięta piłka wpadł tuż przy słupku. 1-0. Wiślacy w pierwszej części nie ustrzegli się jednak błędów. Kolejną gafę w tym sezonie popełnił Jan Frydrych, za lekko podając do Biegańskiego. Także El Mahdioui nie uczy się na błędach i kolejną stratę popełnił podając piłkę w poprzek boiska. Ogólnie Wisła grała nieźle, więc w przerwie trener Adrian Gul’a nie zdecydował się na żadną zmianę.

Z kolei Merek Papszun za Żarko Udovicicia wprowadził Patryka Kuna, ale kilka minut później znów musiał weryfikować swoje plany, ponieważ czerwoną kartkę otrzymał Giannis Papanikolaou. Grek kopnął bez piłki Michala Skvarkę i najpierw zobaczył żółtą kartkę, ale po weryfikacji VAR otrzymał czerwoną. Wisła prowadziła, miała jednego zawodnika więcej i wydawało się, że znajduje się na prostej do tego, by wrócić na fotel lidera. Szybko dobrą okazję miał Jan Kliment, ale później gospodarze lekko spuścili z tonu, co niespodziewanie wykorzystał Raków. Marcin Cebula dostał piłkę przed polem karnym i huknął z ok. 20 metrów w samo okienko bramki Mikołaja Biegańskiego. Bramkarz Wisły był bez szans, a sytuacja krakowian stała się nieciekawa.

Na ostatni kwadrans trener Gul’a przemeblował ofensywę. Szczelną obronę gości mieli rozrywać Felicio Brown Forbes, Piotr Starzyński i Hugi, ale gospodarze mieli problemy ze stworzeniem sytuacji, o groźnym strzale nie wspominając. Za to Raków, mimo jednego zawodnika mniej, nie zatrzymywał się. I dopiął swego w 79. minucie, gdy po dośrodkowaniu Iviego, piłkę z bliska do siatki wpakował Vladislavs Gutkovskis, który na boisku pojawił się cztery minuty wcześniej”.

LoveKraków

„Nim upłynął pierwszy kwadrans meczu przy Reymonta Wisła po początkowych problemach z przeciwstawieniem się rywalowi w końcu doszła do głosu. W kapitalny sposób Jan Kliment przymierzył sprzed linii pola karnego, Kacper Trelowski instynktownie sparował piłkę, ta odbiła się od słupka. Z dobitką ruszył jeszcze Nikola Kuveljić, ale futbolówka po jego zagraniu również odbiła się od słupka. Chwilę później goście znów zaatakowali, ale w bezpośrednim pojedynku z Biegańskim Żarko Udovicić był bez szans. W odpowiedzi Wisła ruszyła z kontrą. Yaw Yeboah pobiegł prawą stroną boiska, wpadł w pole karne i płaskim uderzeniem pokonał Trelowskiego, zdobywając tym samym swoje drugie w tym sezonie trafienie.

Jeszcze przed przerwą goście mocno napierali na bramkę gospodarzy, ale wynik nie uległ zmianie. Po przerwie częstochowianie wyglądali na bardzo zmotywowanych, jednak w 50. minucie za sprawą Giannisa Papanikolaou zostali mocno osłabieni. Grek dopuścił się faulu bez piłki na Michalu Skvarce i w pierwszej chwili sędzia pokazał mu za to żółtą kartkę, lecz po wideo weryfikacji Krzysztof Jakubik zmienił decyzję i wyrzucił zawodnika Rakowa z boiska.

Kiedy wydawało się, że wydarzenia na boisku są pod kontrolą Wiślaków, wicemistrz Polski niespodziewanie doprowadził do wyrównania. W 60. minucie gry Marcin Cebula uderzył sprzed szesnastki w samo okienko. Biegański w tej sytuacji był bez szans. Częstochowianie chcieli pójść za ciosem, ale w kolejnej akcji wywalczyli jedynie rzut rożny.

Po serii zmian z obu stron tempo spotkania nieco spadło. Z chwilowego letargu wyrwało wszystkich drugie trafienie gości. W 79. minucie Ivi Lopez wznowił grę z rzutu wolnego, posłał piłkę w pole karne, gdzie na trzecim metrze dopadł do niej Vladislavs Gutkovskis. Wisła wyraźnie została wytrącona z równowagi i nie potrafiła wykorzystać przewagi liczebnej. Do końca spotkania Raków nie pozwolił odbudować się gospodarzom, by ci zdobyli bramkę na miarę remisu”.

Fotogalerie

Wisła Kraków TV