Przegląd Prasy: Piłkarski klasyk na remis

W hicie 28. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy Legia Warszawa podejmowała przy Łazienkowskiej zespół Wisłę Kraków. Zacięte i wyrównane spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a piłkarze Białej Gwiazdy wywieźli ze stolicy Polski cenny punkty. Sprawdziliśmy, co o sobotnim spotkaniu napisali przedstawiciele mediów.


  • 03.05.2021r.
  • J. Sumera

Gazeta Krakowska

Początek meczu był dość wyrównany. Gra toczyła się głównie w środku pola. Pierwszy strzał oddali krakowianie, ale z uderzeniem Yawa Yeboaha bez najmniejszych problemów poradził sobie młody Cezary Miszta, któremu szansę występu w Ekstraklasie dał Czesław Michniewicz. Z czasem przewagę zaczęła budować jednak Legia. Dłużej utrzymywała się przy piłce, dość szybko i sprawnie rozgrywała swoje akcje w okolicach pola karnego Białej Gwiazdy, ale w pierwszym kwadransie gospodarze nie zagrozili poważniej bramce Wisły. Za to na jego zakończenie goście mieli rzut rożny, po którym uderzał z woleja Yaw Yeboah, ale niecelnie.

Chwilę później krakowianie mocno przysnęli w swoim polu karnym, gdy na środku pola karnego piłka trafiła do Ernesta Muciego. Tylko dlatego, że Albańczyk nie zdecydował się na uderzenie bez przyjęcia, nie było praktycznie zagrożenia, bo gdyby to zrobił, Mateusz Lis byłby w poważnych opałach. Za to w 19. min. kapitalną interwencją popisał się Michal Frydrych, który przewrotką wybił piłkę sprzed linii bramkowej po tym, jak Filip Mladenović już przelobował Mateusza Lisa. W 41. min. po błędzie Wiślaków przy wyprowadzaniu piłki, Legioniści mieli świetną okazję na objęcie prowadzenia. Bartosz Slisz idealnie dośrodkował wtedy na głowę Tomasa Pekharta, a ten uderzył z bliska. Mateusz Lis świetnie się jednak ustawił i odbił piłkę.

(…) Druga połowa rozpoczęła się od serii rzutów rożnych z obu stron. W 53. min. właśnie po kornerze świetnie w polu karnym odnalazł się Tomas Pekhart, który przyjął piłkę i uderzył z woleja. Znów jednak bardzo dobrze zachował się w bramce Wisły Mateusz Lis, który obronił ten strzał. Wisła odpowiedziała w 60. min. za sprawą Stefana Savicia. Po jego strzale z dystansu piłka o centymetry przeleciała obok okienka bramki Legii. Dwie minuty później po podaniu Konrada Gruszkowskiego Savić już nawet trafił do siatki, ale chwilę wcześniej był na minimalnym spalonym, więc o uznaniu tego gola nie mogło być mowy.

Trener Legii Czesław Michniewicz, żeby rozruszać ofensywę swojego zespołu, zaczął wpuszczać ofensywnych zawodników. Najpierw na placu gry pojawili się Luquinhas i Bartosz Kapustka, a następnie Paweł Wszołek. Te zmiany sprawiły, że Legia przycisnęła mocniej. Wisła zaczęła mieć problem, bo nie potrafiła dłużej utrzymać się przy piłce.

(…) Goście przetrzymali jednak ten trudny okres i w końcówce, choć bronili się, to jednak nie była to obrona rozpaczliwa. Raczej spokojna, zdyscyplinowana. Inna sprawa, że Legia w końcowych minutach nie przypuściła też na bramkę „Białej Gwiazdy” jakiegoś wielkiego szturmu. Skończyło się zatem na bezbramkowym remisie”.

LoveKraków

„Wisła nie składała broni i na boisku nie obawiała się mistrza, wręcz śmiało szukała swoich sytuacji na otwarcie wyniku. Dobrze wyglądała również defensywa przyjezdnych, o czym może świadczyć zaledwie jeden celny strzał gospodarzy w pierwszej połowie. W 41. minucie Bartosz Slisz zagrał na głowę Tomasa Pekharta, ale świetną interwencją popisał się Mateusz Lis. Tuż po zmianie stron bramkarz gości ponownie wykazał się niezłym instynktem, wybijając po raz kolejny poza światło bramki strzał czeskiego napastnika.

Po nieco ponad godzinie gry Wisła umieściła piłkę w siatce. Stefan Savić w sytuacji sam na sam nie dał szans młodemu bramkarzowi Legii Cezaremu Miszcie, który w obliczu zapewnionego tytułu zastąpił między słupkami warszawian Artura Boruca. Sędzia Szymon Marciniak nie pozwolił jednak krakowianom na długą radość i nie uznał gola z uwagi na fakt, że zawodnik gości był na spalonym.

Sporo zdrowia kosztował mecz z Legią graczy spod Wawelu. W jednym ze starć ucierpiał Maciej Sadlok. W końcówce opuścił murawę, a w jego miejsce wszedł na niespełna siedem minut Jakub Błasczykowski. Problemy zdrowotne miał również Konrad Gruszkowski, dla którego był to drugi mecz, który rozpoczął w wyjściowym składzie”.

Onet

„Początek spotkania był dość spokojny. Obie drużyny grały szybko, ale nie widać było u Legii - świeżo upieczonego mistrza Polski szczególnej determinacji. Wisła starała się spokojnie wymieniać podania i dość dobrze jej to wychodziło. Jak zwykle szczególnie aktywny w jej barwach był Yaw Yeboah, któremu udało się przedrzeć w pole karne gospodarzy, ale bez zamienienia tego w sytuację bramkową. Ghańczyk sam próbował strzału zza szesnastki w 15. minucie, ale było to niecelne uderzenia.

Legioniści nie stali bezradnie czekając, co zrobi rywal. Sami także atakowali. Najładniejszą akcję stworzyli, kiedy Filip Mladenović ruszył z rajdem w szesnastkę i gdy wydawało się, że przelobuje Mateusza Lisa, to piłkę efektowną przewrotką z linii wybił Michal Frydrych. (…) Bartosz Slisz w 26. minucie uderzał niecelnie z dystansu, a w 41. minucie Lis w niesamowity wręcz sposób wybronił strzał głową Pekharta. Idealna piłkę na szósty metr dograł Czechowi Slisz po wcześniejszej głupiej stracie piłki przez Wiślaków.

Legię na początku drugiej połowy nastraszył Stefan Savić. Najpierw strzelił minimalnie niecelnie z dystansu, kilka minut później otrzymał ładne podanie, wdarł się w pole karne i pokonał Cezarego Misztę. Sędzia jednak wskazał pozycję spaloną zawodnika Wisły. Wtedy przyspieszyli gospodarze, których podrażniła śmiałość zespołu gości. Momentami Wiślacy musieli się bronić w szesnastce i wykopywać piłkę jak najdalej poza własne pole karne. Legia podzieliła się punktami z Wisłą”.

Fotogalerie

Wisła Kraków TV

Pobierz naszą aplikację