Przegląd prasy: Dotkliwa porażka w Poznaniu

W meczu 8. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy piłkarze Białej Gwiazdy zmuszeni byli uznać wyższość poznańskiego Lecha, ulegając ekipie ze stolicy Wielkopolski aż 0:5. Jak piątkową potyczkę przy ulicy Bułgarskiej ocenili przedstawiciele mediów?


  • 20.09.2021r.
  • Redakcja

Gazeta Krakowska

„Mecz jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a już został przerwany z powodu dymu, jaki zasnuł boisko po odpalonych racach i świecach dymnych przez kibiców Lecha. Przerwa trwała kilkadziesiąt sekund, a gdy grę wznowiono „Kolejorz” miał pierwszą bardzo dobrą okazję na gola. Po rzucie rożnym Wisły gospodarze wyprowadzili bardzo szybki atak. W jego efekcie Adriel Ba Loua pomknął lewym skrzydłem i dośrodkował na głowę Jakuba Kamińskiego. (…) To był sygnał, że to Lech będzie z każdą kolejną minutą wypracowywać sobie przewagę. Gospodarze grali szybko, parli do przodu, jakby chcieli jak najszybciej załatwić sprawę wygranej. Wiśle z trudem przychodziło z kolei organizowanie akcji po przejęciu piłki. Sporo było niedokładności, gra krakowian była rwana. Goście próbowali wyprowadzać piłkę spod swojej bramki, ale mieli spore problemy z pressingiem Lecha. W 14. min. z tego właśnie urodziła się kolejna sytuacja dla gospodarzy, gdy zaatakowali wysoko, przejęli piłkę, a całość zakończył mocnym i celnym strzałem Kamiński. Paweł Kieszek obronił jednak to uderzenie. Bramkarz Wisły w 17. min. znów został zatrudniony, gdy strzelał Ba Loua.

(…) W 29. min. Lech dopiął swego, choć przy wydatnej pomocy wiślaków, szczególnie jej bramkarza. Znów „Kolejorz” nie pozwolił wysokim pressingiem wyjść Wiśle spod bramki. W końcu piłka trafiła do Joao Amarala. Ten miał stanowczo za dużo miejsca, żeby nie skorzystać i nie uderzyć mocno. Zrobił to jednak w dość sygnalizowany sposób i Paweł Kieszek po prostu miał obowiązek to obronić. Bramkarz Wisły poszedł jednak w ciemno w swoją lewą stronę, a piłka wylądowała z jego prawej strony w siatce...

Stracony gol nie podziałał w jakikolwiek ożywczy sposób na Wisłę. Lech niby lekko wyhamował, pozwolił nawet gościom trochę pograć w środku pola, ale pod swoją bramką gospodarze byli szczelni i nie dopuszczali nawet do większego zagrożenia. A w samej końcówce pierwszej połowy „Kolejorz” jeszcze raz podkręcił tempo. Po podaniu na lewą stronę Jespera Karlstroma do Pedro Rebocho ten miał wystarczająco dużo miejsca i czasu, żeby zagrać przed bramkę „Białej Gwiazdy”. A tutaj spokojnie z metra wpakował ją pod poprzeczkę Adriel Ba Loua.

(…) W przerwie nie doszło do zmian w składzie Wisły, nie zmienił się też obraz gry zaraz po niej. Krakowianie wciąż grali nerwowo, niedokładnie i to nawet przed swoim polem karnym. A to tylko nakręcało Lecha. W 52 min zrobił się tak potężny bałagan w polu karnym gości, że gol musiał po prostu paść. Jeszcze Michal Frydrych uchronił zespół od tego, bo wybił piłkę sprzed z linii w słupek, ale po chwili futbolówka trafiła do Amarala, a ten zagrał przed bramkę, gdzie z najbliższej odległości wpakował ją do siatki Pedro Rebocho.

Adrian Gula po tym golu zrobił trzy zmiany, ale zanim nowi zawodnicy zdołali w ogóle wejść w mecz, było już 4:0. Bo Lech wyprowadził kolejny błyskawiczny atak, przy którym wiślacy wyglądali jak statyści. Ostatecznie znów asystę zaliczył Amaral, a swojego gola strzelił w tym meczu Mikael Ishak. Wisła była na łopatkach, a Lech ani myślał się zatrzymywać. W 76 min gospodarze wywalczyli rzut karny, bo Serafin Szota zatrzymał piłkę ręką. „Jedenastkę” wykorzystał Mikael Ishak, który Pawła Kieszka pokonał podcinką. Bramkarz Wisły poszedł w ciemno w swoją lewą stronę, a piłką powolnym lobem wylądowała w środku bramki.

Przy tak wysokim wyniku Lech już zwolnił, nie śrubował wyniku. Wisła niewiele już mogła natomiast zmienić, a jedynym efektem jest starań był strzał w poprzeczkę Dora Hugiego".

LoveKraków

„Do przerwy obie drużyny wymieniły identyczną liczbę podań, krakowianie nieco dłużej byli w jej posiadaniu, ale te liczby fałszowały obraz meczu, który przed pierwszym gwizdkiem zapowiadał się na wyrównaną wymianę ciosów. W pierwszym kwadransie po przerwie Wisła również nie miała wiele do powiedzenia. Potem Lech grał spokojniej, nie forsował tak bardzo tempa. Nie było jednak mowy o odpuszczaniu, bo pokazać chcieli się rezerwowi.

Po stracie trzeciego gola boisko opuścił Patryk Plewka, który miał kilka zrywów, a także niewidoczni na skrzydłach Jan Kliment (Gula znów wystawił czeskiego napastnika na skrzydle) i Yawa Yeboaha. Odnotujmy, że słowacki szkoleniowiec gości wystawił identyczny skład, który zaczął spotkanie z Lechią Gdańsk. Dobrego dnia nie miał również Paweł Kieszek, który we wcześniejszych spotkaniach był ostoją Białej Gwiazdy. Tymczasem przy pierwszym golu Joao Amarala z 15 metra przedwcześnie rzucił się w prawy róg, a po chwili Portugalczyk uderzył w środek. Po przerwie ofensywny zawodnik Lecha zanotował dwie asysty, a do bramki trafiali Ishak i Pedro Rebocho. Przed przerwą podwyższył Adriel Ba Loua, bardzo szybki skrzydłowy, najdroższy zawodnik kupiony przez Lecha w historii, który z bliska wykończył składną akcję Kolejorza. Asystował Rebocho”.

Onet

"Biała-Gwiazda to wyjątkowy przeciwnik dla trenera Lecha Macieja Skorży, w końcu zdobył z nią dwa mistrzostwa kraju, ale w piątek nie było mowy o jakiejkolwiek litości dla dawnego pracodawcy. Tak dobrej pierwszej połowy jak z drużyną Adriana Guli Kolejorz w tym sezonie wcześniej nie zagrał, a co gorsza dla przyjezdnych po przerwie wcale nie obniżył poziomu. Od początku raz po raz miejscowi starali się znaleźć sposób na Pawła Kieszka. A to z prawej strony, a to z lewej. A to uderzeniem zza pola karnego, a to strzałem z szesnastki. Szczęścia próbowali Jakub Kamiński, Mikael Ishak, Joel Pereira, Adriel Ba Loua i Joel Amaral. Wreszcie temu ostatniemu fart dopisał.

(…) 30-latek w piątym spotkaniu z rzędu cieszył ze zdobytej bramki lub zanotowanej asysty. W tygodniu poprzedzającym rywalizację z Wisłą zachwalał współpracę z Ishakiem, który po podaniach kolegi dwukrotnie strzelił gola. Najwyraźniej wreszcie Szwed uznał, że czas na rewanż i to on asystował Amaralowi. Kapitan Lecha po stracie świetnie powalczył z Serafinem Szotą, odebrał mu futbolówkę, po czym oddał Portugalczykowi. Ten kopnął zza pola karnego i słowo „kopnął” pasuje tutaj idealnie. Piłka leciała po murawie, niemal w środek, tyle że Kieszek... usiadł i wpuścił uderzenie pod lekko podniesioną nogą.

W drugiej części meczu Amaral dołożył do trafienia dwa ostatnie podania. Najpierw dograł na „pustą” do debiutującego Pedro Rebocho, a następnie znów obsłużył Ishaka”.

Fotogalerie

Wisła Kraków TV