Przegląd prasy: Czwarta porażka Wiślaków

Biała Gwiazda nie znalazła przełamania w Lubinie, gdzie w ramach 26. serii gier uległa drużynie tamtejszego Zagłębia 1:4. Sprawdziliśmy, jak spotkanie w Lubinie ocenili przedstawiciele mediów.


  • 22.04.2021r.
  • J. Sumera

Interia

Przez pierwsze pół godziny to jednak Zagłębie grało tak, jakby za długo oglądało ostatnie mecze Wisły i postanowiło skopiować styl krakowian. Lubinianie nie stworzyli żadnej sytuacji, a w obronie każdy zawodnik jakby mówił innym językiem. Nawet Filip Starzyński zaczął posyłać tak fatalne dośrodkowania, jak krakowianie w ostatnich spotkaniach.

Z kolei Wisła zaczęła odważnie, szczególnie jak na spotkanie wyjazdowe. Efektem była seria stałych fragmentów, która w końcu przyniosła krakowianom przełamanie w tym elemencie.

Z rzutu rożnego po lewej ręce Dominika Hładuna mocno dośrodkował Maciej Sadlok, Felicio Brown Forbes naciskał na Saszę Balicia, a kapitan gospodarzy wpakował piłkę do swojej bramki i w taki sposób wiślacy zdobyli pierwszego gola z gry od miesiąca.

Dzięki tej bramce Wisła złapała oddech, dzięki czemu szansę miał m.in. Nikola Kuveljić, ale nie trafił w bramkę. I gdy wydawało się, że goście będą teraz masowo naciskali na zranione Zagłębie, to za grę wzięli się lubinianie. Sygnał ostrzegawczy wysłał Kacper Chodyna, który strzelił mocno, ale prosto w Lisa.

(…) Po tym trafieniu Zagłębie zrobiło to, co wcześniej powinna Wisła - poszło za ciosem. Lubinianie może nie ostrzeliwali bramki Lisa, ale mocno testowali nowe ustawienie Hyballi z trzema obrońcami.

Przez ponad 20 minut drugiej części trwało przeciąganie liny. Niestety, nie od bramki do bramki, ale głównie w środkowej strefie, więc okazji za wiele nie było. Okazało się jednak, że taki schemat gry uśpił tylko Wisłę.

Pierwsi koncentrację stracili Szota z Lisem. Pierwszy niedokładnie zagrał głową do swojego bramkarza, a Lis zamiast puścić piłkę na róg, próbował ją ratować i wyłożył pod nogi Patryka Szysza. Pomocnik Zagłębie zachował zimną krew i wcisnął piłkę do bramki między interweniującymi rywalami.

Krakowianie jeszcze kręcili głowami, gdy kolejny cios zadał im F. Starzyński. Pomocnik Zagłębia przymierzył idealnie z rzutu wolnego i w ten sposób lubinianie w trzy minuty znokautowali wiślaków. Gości w 87. minucie dobił Samuel Mraz, który trafił do siatki po nodze Macieja Sadloka.

Gazeta Krakowska

Po pierwszych fragmentach, w których nieco więcej z gry miało Zagłębie, Wisła zaatakowała i na dwie minuty zamknęła lubinian w ich polu karnym. Przyniosło to dwa rzuty rożne, z czego nie było jednak większego zagrożenia dla bramki miejscowych.

Kolejny korner przyniósł już jednak prowadzenie Białej Gwieździe. Mocno dośrodkował Maciej Sadlok, w polu karnym Felicio Brown Forbes nacisnął Sasę Balicia, a ten wpakował piłkę do swojej bramki. Ten gol był wynikiem nie tylko szczęścia przy stałym fragmencie gry, ale przede wszystkim dobrego fragmentu gry wiślaków. Zresztą kontynuowali taką grę w kolejnych minutach. Piłkarze Zagłębia sprawiali wrażenie lekko oszołomionych takim obrotem sprawy.

Gospodarze długo kazali też czekać na akcję, po której na poważnie zagrozili bramce Mateusza Lisa. Zrobił to dopiero w 34. min. Kacper Chodyna, ale bramkarz Wisły obronił bez większych problemów. Minutę później Lis musiał już wyciągać piłkę z siatki. Z dystansu uderzył precyzyjnie i mocno Karol Podliński.

(…) Końcówka pierwszej połowy generalnie należała już do Miedziowych, którzy jeszcze przed przerwą mieli bardzo dobrą okazję na gola, ale Jewgienij Baszkirow z kilku metrów strzelił lekko i wprost w Lisa.

Początek drugiej połowy był dość wyrównany. No, może z lekką, optyczną przewagą Wisły. Do czasu, bo po 60. min. dwa podania Filipa Starzyńskiego trafiła do Dejana Drazicia i pod bramką gości zrobiło się gorąco.

Wisła odpowiedziała akcją Stefana Savicia, który podał w polu karnym do Felicio Brown Forbesa. Ten był w dobrej pozycji, ale ten nie opanował piłki, żeby oddać groźny strzał.

A później nastąpiły trzy minuty, które wstrząsnęły Wisłą. I to na własne życzenie… To, co Wiślacy zrobili w 71. min. to po prostu była akcja z gatunku „futbolowe jaja”. Serafin Szota zgrał piłkę głową do Mateusza Lisa. Źle, dodajmy. I gdyby bramkarz puścił futbolówkę na rzut rożny, skończyłoby się na kornerze. Lis jednak o piłkę powalczył… W taki sposób, że podał ją ręką... Patrykowi Szyszowi. A ten zrobił już swoje, strzelając między nogami bramkarza Wisły na 2:1.

Krakowianie byli tym tak oszołomieni, że trzy minuty później było już 3:1. Zagłębie wywalczyło bowiem rzut wolny przed polem karnym, a z niego kapitalnie uderzył Filip Starzyński. W 87 min kropkę nad „i” postawił rezerwowy Samuel Mraz, który ograł w polu karnym Macieja Sadloka i zdobył czwartą bramkę dla Zagłębia”.

Fotogalerie

Wisła Kraków TV

Pobierz naszą aplikację