Przegląd prasy: Bolesna porażka przy Reymonta

W spotkaniu 12. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy wszelkie argumenty z rąk Wiślaków wytrącił zespół Śląska Wrocław, który odniósł przy Reymonta efektowne zwycięstwo i pokonał gospodarzy aż 5:0. Jak sobotni pojedynek ocenili przedstawiciele mediów?


  • 25.10.2021r.
  • Redakcja

Gazeta Krakowska

„Od początku był to żywy mecz. Obie strony grały twardo, zdecydowanie, a to wymuszało szybkie operowanie piłką. Pierwsza bliska gola była Wisła. Trochę przypadkowo, ale po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła, a raczej odbiła się od Piotra Starzyńskiego w taki sposób, że Michał Szromnik musiał interweniować instynktownie. W odpowiedzi Śląsk odpowiedział potężnym ciosem, a jak się miało wkrótce okazać był to początek prawdziwej demolki, jaką urządzili gospodarzom wrocławianie. W środku pola goście wygrali walkę o piłkę. Krzysztof Mączyński zagrał do Mateusza Praszelika, a ten prostopadle do Erika Exposito. Napastnik Ślaska wbiegł w pole karne i delikatną „podcinką” posłał piłkę do bramki nad wybiegającym Mikołajem Biegańskim. Szansę uratowania przed stratą gola miał jeszcze Matej Hanousek, ale nie trafił w futbolówkę.

A Śląsk robił swoje. W 11 min ponownie na czystej pozycji do oddania strzału znalazł się Exposito. Tym razem jego uderzenie obronił Mikołaj Biegański, ale minęło kolejne kilkadziesiąt sekund i napastnik Śląska pokonał bramkarza Wisły po raz drugi. Hiszpan na szesnastym metrze miał tyle miejsca i czasu do oddania strzału, że kibice „Białej Gwiazdy” mogli tylko złapać się za głowy. Miejscowi obrońcy wystąpili bowiem w roli statystów w tej sytuacji, a Exposito uderzył mocno, płasko. Biegański nie miał większych szans na obronę.

(…) Wiślacy byli jednak w sobotni wieczór jak dzieci we mgle. Wystarczyło posłał piłkę w ich pole karne, żebyśmy mieli tam pożar. I w 27 właśnie takie dośrodkowanie w pole karne poszło z rzutu wolnego, a zupełnie niepilnowany Diogo De Sousa Verdasca spokojnie posłał piłkę głową do siatki. Po tym golu zareagował Adrian Gula. Szybko zrobił aż dwie zmiany, wpuszczając do gry Yawa Yeboaha i Dora Hugiego. Nie odmieniło to obrazu gry. To Śląsk szedł jak taran po kolejne bramki. Mikołaj Biegański znów musiał się wykazać, gdy mocno strzelał Praszelik, a po chwili w jednej akcji dwa razy ratowała go poprzeczka. Najpierw po uderzeniu Exposito, a następnie przy dobitce Roberta Picha.

W drugiej połowie Śląsk stanął na swojej połowie i czekał, co zrobi Wisła. A ta waliła głową w mur. Grała za wolno, zbyt schematycznie, żeby gościom zagrozić, żeby przynajmniej spróbować jeszcze odwrócić losy tego spotkania. Goście czekali, ale nie znaczy to, że w ogóle zrezygnowali z ataków. Gdy była do tego okazja, ruszali do nich i budowali swoje akcje dużo sprawniej niż krakowianie.

Wisła, żeby zagrozić poważniej bramce Śląska, kazała czekać do 67 min. Wtedy swój rajd uskutecznił Yaw Yeboah. Minął kilku obrońców, ale jego strzał z pola karnego obronił Michał Szromnik. Ghańczyk strzelał też chwilę później z rzutu wolnego, ale wysoko nad poprzeczką. Śląsk nie szturmował bramki Wisły, ale wystarczyło, żeby pojawił się w jej polu karnym, a od razu były z tego konkrety. W 75 min Alan Uryga nadepnął nierozważnie Erika Exposito w polu karnym i Hiszpan stanął przed szansą na hat-trick. Wykorzystał jedenastkę z zimną krwią, wieńcząc swój świetny występ trzecim golem.

Śląsk szukał kolejnych okazji a gole. W 89 min Biegański znów wykazał się w sytuacji sam na sam. Tym razem obronił strzał Quintany. W doliczonym czasie gry bramkarz Wisły nie dał już jednak rady w pojedynku z Marcelem Zyllą, który trafił na 5:0”.

Interia

„Białą Gwiazdę błyskawicznie ukąsił Erik Expostio, którego dwa lata temu wrocławianie sprowadzili z czwartego poziomu rozgrywek w Hiszpanii. Wychowanek Malagi najpierw wykorzystał podanie Mateusza Praszelika, zbyt pochopne wyjście z bramki Mikołaja Biegańskiego i fakt, że żaden z obrońców Wisły się do niego nie pofatygował. Przelobował bramkarza i na nic się zdała rozpaczliwa pogoń za piłką Mateja Hanouska. Było 0-1 już po siedmiu minutach.

Ledwie cztery minuty później Exposito obsłużył wychowanek Wisły Krzysztof Mączyński, którego praca, przy współpracy z Wojciechem Gollą i Robertem Pichem dała wrocławianom panowanie na środku boiska. Erik z łatwością Serafina Szotę i zza pola karnego kopnął w lewy róg. Biegański spodziewał się pewnie strzału w drugą stronę, przez co za późno rzucił się w kierunku piłki i jej nie sięgnął. Nie minęło 27 minut, a Wisłę pogrążył obrońca Diogo Verdasca, który po podaniu z rzutu wolnego Dino Sztigleca był sam jak palec przed bramką i zagłówkował do siatki.

(…) Z kolei trener Adrian Gula uznał, że nie ma czego bronić i za dwóch defensorów Macieja Sadloka i Konrada Gruszkowskiego wpuścił dwóch skrzydłowych - Dora Hugiego i Yawa Yeboaha, przy czym ten pierwszy operował na środku. Jedynym efektem tych zmian były kolejne sytuacje dla Śląska. Biegański wygrał pojedynek z Exposito, a w 40. min powinno być 0-4. Najpierw Erik trafił w poprzeczkę, Robert Pich dobijał już do pustej bramki, lecz również ostemplował poprzeczkę.

Po gwizdku kończącym I połowę Śląsk wykłócał z sędzią Piotrem Lasykiem, domagając się podyktowania rzutu karnego, po tym, jak Exposito upadł w starciu z Matejem Hanouskiem. Rzut karny i tak był, ale nieco później. Alan Uryga niechcący zahaczył uciekającego już z "szesnastki" Exposito. Erik sam wymierzył karę, kopiąc z 11 metrów w prawy róg. Biegański wylądował w lewym.

(…) Gdyby wzorem boksu można było rzucić ręcznik, by poddać zespół, Gula by pewnie to zrobił. Biegański wygrał jeszcze pojedynek z Victorem Garcią Marinem, ale po prostopadłym podaniu oszukał go zwodem Marcel Zylla, który trafieniem do pustej bramki ostatecznie pogrążył Wisłę”.  

Onet

„W ostatnim sobotnim meczu PKO Ekstraklasy Wisła Kraków podejmowała Śląsk Wrocław. Po 11. kolejkach obie drużyny dzieliły jedynie trzy punkty w ligowej tabeli. Wrocławianie po dwóch porażkach z rzędu chcieli się przełamać. Zespół z dawnej stolicy Polski zaś liczył na pierwsze od końca sierpnia zwycięstwo przed własną publicznością.

Pierwsza połowa zdecydowanie należała do gości. Zawodnicy trenera Magiery nie pozostawili rywalom żadnych złudzeń, kto był lepszą w tej części meczu drużyną. Śląsk zdominował krakowską Wisłę. Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa gry było 2:0 dla wrocławian. W 8. minucie wynik otworzył Erik Exposito. Hiszpan wyszedł na czystą pozycję i wykończył tę sytuację po mistrzowsku. Podciął futbolówkę nad interweniującym bramkarzem. Gospodarze nie zdążyli się otrząsnąć i było już 2:0. Piłkę do siatki ponownie skierował Erik Exposito.

(…) Kilka chwil później gracze trenera Magiery ponownie podwyższyli prowadzenie. Gola strzelił Diogo Verdasca. Do przerwy goście zdobyć co najmniej jeszcze jedną bramkę. Wiślakom praktycznie nic nie wychodziło, a wrocławianom wręcz przeciwnie. Erik Exposito był bliski skompletowania hat-tricka, ale trafił jedynie w poprzeczkę. Piłkę zdołał dobić jeszcze Robert Pich, jednak futbolówka znowu obiła aluminium.

(…) Po zmianie stron mający korzystny wynik gracze Śląska grali bardzo spokojnie. Oddali swoim rywalom piłkę i inicjatywę, nastawiając się na grę z kontrataku. Wiślacy dłużej utrzymywali się w posiadaniu futbolówki, ale brakowało im pomysłów na zaskoczenie wrocławian, którzy bardzo dobrze się ustawiali i przesuwali względem gospodarzy.

Potwierdzeniem tego, że piłkarzom trenera Guli tego dni nic nie wychodziło jest to, co wydarzyło się w 75. minucie. Erik Exposito wpadł w pole karne. Wydawało się, że już nic z tej akcji nie będzie, aż nagle obrońca delikatnie, bo delikatnie, ale nadepnął na stopę Hiszpana. Ten wykorzystał ten nieznaczny błąd defensora i się przewrócił. Sędzia podyktował rzut karny. Poszkodowany podszedł do piłki i pewnym strzałem z jedenastu metrów trafił do siatki. W doliczonym czasie gry wynik tego spotkania ustalił Marcel Zylla, który znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy”.

Fotogalerie

Wisła Kraków TV