Przegląd Prasy: Bez przełamania

Wisła Kraków nie zdołała odnieść pierwszego zwycięstwa w bieżącym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy i w 4. serii gier uległa przy Reymonta swojej imienniczce z Płocka 0:3. Sprawdziliśmy, jak to spotkanie ocenili dziennikarze.


  • 20.09.2020r.
  • Jakub Sumera

Gazeta Krakowska

„Pierwsze minuty były dość chaotyczne z obu stron. Nieco dłużej przy piłce utrzymywała się Wisła Kraków, ale nie można było powiedzieć, żeby uzyskała jakąś wielką przewagę. Goście od początku szukali swoich okazji po stałych fragmentach gry i bardzo szybko przyniosło im to konkretny efekt. W 8 min Damian Zbozień wyrzucił piłkę z autu w pole karne, a tutaj najwyżej wyskoczył Alan Uryga, który mocnym strzałem głową pokonał Mateusza Lisa. Jeśli ktoś liczył, że po stracie gola krakowianie ruszą do frontalnych ataków, to musiał w kolejnych minutach czuć się mocno rozczarowany. Gospodarze grali wolno, niedokładnie, momentami wręcz nieporadnie. Zupełnie inaczej prezentowali się solidni Nafciarze. I to oni mogli, a nawet powinni prowadzić 2:0 w 19 min, gdy po akcji Patryka Tuszyńskiego idealną okazję na gola miał Mateusz Szwoch. Nie trafił jednak do praktycznie pustej bramki z… trzech metrów.

Wisła Płock prezentowała się jednak zdecydowanie lepiej od tej z Krakowa. Goście byli szybsi, dokładniejsi i pewniejsi w swoich poczynaniach. Wygrywali też większość siłowych pojedynków. Piłkarzom spod Wawelu budowanie akcji szło natomiast, jak po grudzie. Zupełnie nie mieli pomysłu, jak przebić się przez bardzo dobrze ustawioną obronę przyjezdnych. Próbował od czasu do czasu rajdów po skrzydle Yaw Yeboah, ale był zupełnie osamotniony w swoich poczynaniach. Druga bramka dla przyjezdnych wisiała w powietrzu i w końcu padła. W 43 min z rzutu rożnego dośrodkował Mateusz Szwoch, na przedpolu bramki przepchać Damianowi Michalskiemu dał się Maciej Sadlok. Nie popisał się również Mateusz Lis, który wyszedł z bramki. Strzał Michalskiego do siatki był w takiej sytuacji formalnością.

Artur Skowronek posłał w bój swojego kapitana i Stefana Savicia zaraz po przerwie. Obaj mieli natchnąć drużynę nowym duchem i poderwać do walki o odrobienie strat. Gra gospodarzy drgnęła o tyle, że zaczęli nieco szybciej rozgrywać swoje akcje. Wszystko to jednak toczyło się przed polem karnym Nafciarzy, nie było najważniejszego, czyli sytuacji na gole. Napór krakowian jednak rósł, zamykali gości na ich połowie i kibice mogli mieć jeszcze nadzieję, że nie wszystko stracone. Wtedy jednak numer wyciął Vullnet Basha, który tak podawał do tyłu, że rozpoczął akcję… gości. A ci sfinalizowali ją pięknym strzałem z woleja Damiana Rasaka, który przyniósł im trzeciego gola i praktycznie zamknął mecz. Gospodarze próbowali jeszcze strzelić choć honorowego gola. Przez moment mieli nawet wyborną sytuację, bo sędzia podyktował rzut karny po domniemanym faulu Alana Urygi na Dawidzie Szocie, ale po analizie VAR Daniel Stefański odwołał swoją pierwotną decyzję i w dodatku ukarał żółtą kartką Szota za symulowanie”.


Interia

„Na tle pospolitego ruszenia z Krakowa Nafciarze wyglądali niczym jednostka "Grom": Zwarci w tyłach, zadający ciosy z totalne zaskoczenia. Jak ten po dalekim wrzucie z autu Damiana Zbozienia, gdy obronę "Białej Gwiazdy" przeskoczył jej wychowanek Alan Uryga i użądlił Mateusza Lisa strzałem głową. W końcówce I połowy na 0-2 podwyższył Damian Michalski główką do pustej bramki po podaniu z rzutu rożnego Mateusza Szwocha. Lis zaliczył pusty przelot na piątym metrze, zostawiając pustą bramkę. Ale też nikt nie pilnował Michalskiego. Krakowianie mieli świadomość, że dwubramkowa strata była najniższym wymiarem kary. Litościwy dla krakowian był chociażby Mateusz Szwoch, który po podaniu Patryka Tuszyńskiego nie trafił z trzech metrów na pustą bramkę.
Od II połowy do akcji ratunkowej wszedł Kuba Błaszczykowski (za Chucę), by zaliczyć setny występ w Wiśle. Nie tak pewnie sobie wyobrażał ten jubileusz. Błaszczu zagrał na środku drugiej linii. Drugą zmianą było wprowadzenie Stefana Savicia za Adiego Mehremicia. Kuba próbował szarpać, kierować kolegami. Na pewno przyczynił się do zwiększenia siły ognia. Dopiero w 66. min gospodarze przeprowadzili groźny atak, w finale którego podanie Yawa Yeboaha do Jeana Carlosa wybił defensor i Brazylijczyk mógł się tylko trzymać za głowę. Za moment Kuba wycofał do Sadloka, którego strzał trafił w rywala.

Nadzieje krakowian na odrobienie strat Nafciarze rozwiali na 20 minut przed końcem. Rozgrywający świetne zawody Tuszyński wystawił piłkę jak na tacy Damianowi Rasakowi, a ten pięknymi nożycami trafił do siatki.
Zanosiło się na bramkę na otarcie łez dla krakowian. Daniel Stefański podyktował rzut karny dla nich, jednak, gdy obejrzał zapis akcji przekonał się, że to Dawid Szot nadepnął na rywala i teatralnie upadł”.



Fotogalerie

Wisła Kraków TV